Masz już blog? Dodaj wpis po zalogowaniu.

10.03.2013 19:18

Gigant nad Saarą i Afryka pod Lublinem

Dziś będzie o tym, jak nasi urzędnicy odpowiedzialni za promocję turystyki rowerowej  lekceważąco traktują powierzone im zadania i pieniądze. W Berlinie trwają w właśnie ITB - największe na świecie targi turystyczne. Jeżdżę na nie od ponad 20 lat, obserwując jak coraz więcej powierzchni wystawowej poświęca się turystom na jednośladach. Na stoiskach niektórych landów rower ustawiono wręcz w roli głównego motywu. Oto filmik z gigantycznym wehikułem z Kraju Saary:Który zapewne symbolizuje przekucie metalurgicznych tradycji tego zagłębia, w przemysł turystyki rowerowej. Bo rzeczywiście jest to przemysł służący milionom ludzi. I większość reklamowych wydawnictw wygląda podobnie, jak broszura ADFC zachęcająca do pedałowania po Niemczech:  Niby nic oryginalnego, ale nikt tu nic lepszego nie wymyśli - tak jak dla plażowiczów musi być palma, piasek i ciepłe morze, tak dla "rowerowiczów" ma być porządna i równa droga rowerowa w ładnej okolicy. Targi polegają w teorii na tym że oferenci usług - firmy, regiony itp. płacą za stoiska i rozdawane tam gadżety, po to aby im się to potem zwróciło w postaci dochodów z obsługi turystów, owymi gadżetami do przyjazdu zachęconych. Powierzchnia na ITB jest bardzo droga, pojedynczych biur turystyki rowerowej raczej nie stać na własne standy. Ja wykładam swoje katalogi na stoisku zbiorowym oferowanym przez jedną z niemieckich agencji w hali 25 - wynajem takiej półeczki kosztuje mnie kilkaset Euro.          Dlatego większość wystaw, również w pawilonie polskim (hala 15) urządzają poszczególne województwa. W pięknej teorii ma być tak, że opłacany z naszych podatków urzędnik pracuje na rzecz przyciągnięcia do swojego regionu turystów, zostawiających pieniądze różnym miejscowym podmiotom. Niestety ów turysta, idąc np. koło stoiska Lubelszczyzny się do tego nie przekona  - oto skan okładki i wnętrza broszury wydanej przez  Urząd Marszałkowski Województwa Lubelskiego, pod koordynacją Piotra Franaszka:      Fotki te mogą się może podobać wielu czytelnikom serwisu "Polska na rowery" ale pokazywanie ich klienteli ITB jest ciężkim nieporozumieniem. To tak, jakby zdjęciami kąpieli w przeręblu zachęcać plażowiczów, aby zamiast na Teneryfę pojechali na Syberię. Klient zobaczywszy taką okładkę, pozostanie w przekonaniu że Polska to "dzika kraj", poziomem rowerowej cywilizacji lokująca się w tej samej lidze co jakiś Kazachstan, Mongolia czy kraje afrykańskie. Urzędnik Franaszek gdyby tak jak ja miał z własnej kieszeni wydać kasę na te bohomazy i wynajem straganu na ITB, nie zarobiłby nawet na zupę szczawiową. Ale wydaje nie swoje tylko nasze. Obserwuję ten proceder od lat - nic się nie zmienia. Rozumiem że w latach 90-tych, zaraz po upadku komuny... Ale dzisiaj? Teksty towarzyszące obrazkom to kolejna porażka. Nie chce się jednemu czy drugiemu matołowi sprawdzić w internecie czy na innych stoiskach jak to się robi, pewnie zresztą nie zna języków, nie wiadomo czy posadę w urzędzie dostał z klucza partyjnego czy po innej znajomości. W stopce redakcyjnej lubelskiej broszury jest spora lista tych co "za udział wzięli" - między innymi firma  "LINGUIST Translation Services Wieńczysław Niemirowski". Widać gołym okiem, że tekst był napisany po polsku, sztywnym urzędniczym językiem. Ktoś to potem przetłumaczył - dosłownie i topornie. Nie ma to nic wspólnego ze stylem profesjonalnych niemieckich  wydawnictw, roi się od kalek językowych i dziwolągów w stylu np. "Pferdewege" (powinno być Reitwege).

Co gorsza, na określenie wertepów, przy których pomalowane są jakieś lokalne szlaki PTTK,  używa się nazwy "Radweg" czyli droga rowerowa. Taki polski Radweg jak przysłowiowe  Polnische Wirtschaft. Klient zobaczywszy to, wystraszy się - i czym prędzej pojedzie na urlop rowerowy np. do Kraju Saary.  Przykre to, bo na Lubelszczyźnie nie brakuje dobrych rozwiązań, tak jak ten długi na wiele kilometrów pas rowerowy w okolicach Tomaszowa Lubelskiego, po którym śmiga moja grupa z Niemiec:   I jeśli już to takie właśnie obrazki powinny znajdować się w broszurach. Nie wiem jak to działa, ale jeśli już urzędasy muszą wydać jakieś przypisane na promocje pieniądze, niech je lepiej przepiją podczas kolejnego happeningu z Palikotem a nie psują robotę podmiotom prywatnym, odstraszając im klientów od swojego regionu.

Czytaj więcej na blogu bird_pl.

Zobacz także

Komentarze (4)

  • lavinka

    Oceniono 7 razy 7

    To niestety cały czas tak wygląda. Rower jest postrzegany wśród urzędników albo jako środek transportu dla BIEDNYCH ludzi, których nie stać na samochód, albo jako sport terenowy, który zresztą większość gmin zwalcza, bo niszczy lasy i parki ;)

  • roweroraffi

    Oceniono 8 razy 6

    Świetny materiał. Udało Ci się ująć w słowa, to czego ja nie umiałem wytłumaczyć - że szlaki rowerowe w Polsce są robione dla złej grupy docelowej. Bo do MTB szlaku nie potrzeba - tym się wjedzie wszędzie. Szlaki powinny być dla rodzinki z sakwami, przyczepką, bagażem lub dla przysłowiowego "niemieckiego emeryta" - bo jak Oni dadzą radę przejechać bez męczarni, to wszyscy inni też.

  • wojtrower

    Oceniono 1 raz 1

    To ostatnie zdjęcie pokazuje że jak się chce to można ułatwić życie rowerzystom bez wielkich nakładów finasowych. Takie pasy dla rowerzystów powinny być wszędzie. Autorze artykułu przyślij mi to zdjęcie a ja roześlę je do urzędasów w naszym województwie i pokaże im że jak się chce to można i brak pieniędzy nie jest tu problemem

  • bimota

    Oceniono 8 razy -2

    PO GRZYBA MIELI BY JECHAC NA WSCHOD MAJAC ZA PLOTEM WIELKOPOLSKE... :p

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX